Miłość i zabawa w lutym – stare święta i rytuały
Z jakim świętem kojarzy nam się luty? W dzisiejszych czasach, gdy Walentynki stały się globalnym dniem miłości, warto spojrzeć wstecz i zastanowić się, czy nasi przodkowie mieli swoje własne wersje tego romantycznego święta. Choć nie znamy bezpośrednio „słowiańskich Walentynek”, to bogactwo obrzędów miłosnych w tradycji słowiańskiej daje nam fascynujący wgląd w to, jak nasi przodkowie celebrowali miłość. A co robili w lutym? Czy mieli swoje święta i czy myśleli o miłości zanim do naszych zwyczajów trafiły pluszowe serduszka, bombonierki i hiszpańskie truskawki? Zapraszam!
Dygresja o Nocy Kupały
Niewątpliwie jednym z najbardziej znanych świąt miłosnych w tradycji Słowian jest Noc Kupały, obchodzona w dniu przesilenia letniego i właśnie to święto nazwałabym świętem zakochanych…. To magiczne wydarzenie skupiało się na bliskości z naturą, a zarazem na miłości ludzkiej. Pary wędrowały do lasu, aby szukać kwiatu paproci, co uważano za magiczny akt, przynoszący szczęście w miłości. Rozpalane ogniska i śpiewy tworzyły romantyczną atmosferę. Obrzędy kupalne, związane z bóstwem Kupałą, obejmowały także kąpiele w rzekach i strumieniach. Wierzono, że woda miała oczyszczające i zbawienne właściwości, przywracając siłę i płodność. Jednym z najpopularniejszych rytuałów wróżebnych związanych z sobótką było puszczenie wianków na wodę, stąd pochodzi jedna z nazw – „Wianki”. Dziewczęta podczas tego obrzędu wypuszczały na wodę ręcznie plecione wianki ze świeżych kwiatów i ziół. Złowienie wianka przez młodego mężczyznę wróżyło szybkie zawarcie związku małżeńskiego, natomiast jeśli wianek utonął, dla panny przewidywane były trudności w znalezieniu życiowego partnera.
Ale do Nocy Kupały nam jeszcze daleko i szerzej opowiemy sobie o tym w czerwcu.
A co działo się w lutym? Czy zimowa aura nie sprzyjała zabawie i miłości?
Pewnie, że sprzyjała!
Ostatki
Mamy swoje OSTATKI, czyli ostatnie dni karnawału zaczynające się w Tłusty Czwartek, a kończące się zawsze we wtorek, zwany podkoziołkiem. Tłusty Czwartek, który nam dziś wypada był preludium do radosnych uciech i różnorodnych zwyczajów, które miały miejsce w ostatnich dniach karnawału. Ludzie starali się zjeść do syta pyszne potrawy, aby w pełni cieszyć się przed nadchodzącym Postem. Tańczono do utraty tchu zarówno w domach, jak i w karczmach. Na ulicach wsi, miasteczek i przedmieść wielkich miast pojawiały się korowody przebierańców, którzy wesoło tańczyli i rozbawiali tłum. Przebieranie się, zakładanie masek czy nawet malowanie twarzy sadzą było powszechne na ostatki. Po wsiach biegały grupy postaci przebranych za zwierzęta, takie jak koza, turoń, niedźwiedź czy konik, a także ptaki jak bocian czy żuraw (symbole zbliżającej się wiosny). Wierzono, że ich obecność przyniesie do domów obfitość i urodzaj.
Aż do końca XIX wieku, w ostatnim dniu zapustów, dziewczęta i chłopcy, którzy nie stanęli jeszcze na ślubnym kobiercu ani nie zaręczyli się w trakcie karnawału, musieli ciągnąć przez całą wieś lub ulice miasta aż do karczmy ciężką drewnianą kłodę. Tam, poprzez ofiarowanie piwa i wódki wszystkim obecnym, musieli się wykupić. Miało to być karą za to, że uniknęli obowiązków małżeńskich, pozostając nieskrępowanymi przez co najmniej kolejny rok.
Natomiast na Kujawach i w Wielkopolsce, dziewczęta, które nie wyszły za mąż w czasie karnawału, uczestniczyły w obrzędzie znanym jako „podkoziołek”. W ostatni wtorek przed Środą Popielcową zbierały się w karczmie, opłacały muzykantów i tańczyły razem, rzucając pieniądze na talerz stawiany obok orkiestry, na beczce z piwem, pod drewnianą figurką przedstawiającą chłopca lub kozła (symbolizującego męskość i płodność). Mówiono, że w ten sposób oddają swojego „podkoziołka” – opłatę za radości wolnego stanu, ale także ofiarę złożoną w nadziei na szybkie znalezienie męża. Śpiewały przy tym:
„Oj, trzeba dać podkoziołek, trzeba dać,
Dobrze było cały roczek wywijać!
Oj, trzeba dać koziołkowi trzeba dać,
Jeśli która z nas ma jeszcze się wydać!”
No dobrze, ale czemu tak właściwie tu o tym piszę?
Bo niemal wszystkie dawniejsze wierzenia, obrzędy i tradycje związane z okresem zapustów, kiedyś obfite, różnorodne i pełne barwności, zostały odesłane do przeszłości. Niewielka liczba z nich przetrwała do współczesności, nie posiadają one już dawnej ekstrawagancji i swobody wyrazu. Obchodzimy amerykańskie Walentynki, jemy pączki w Tłusty Czwartek – i dobrze, bo każdy pretekst jest dobry by się radować i otaczać miłością! Ale jest jeszcze tyle innych pięknych pretekstów do celebracji miłości i zabawy. Wracajmy chętniej do korzeni…
Chcę Wam i sobie na ten Tłusty Czwartek życzyć wiele miłości – zapalmy świece, podumajmy nad życiem, czujmy wdzięczność, bawmy się, podarujmy coś drugiej osobie lub sobie samemu… Dlatego, że dawniej też tak było. Dlatego, że jest luty. Że za pasem wiosna. Że kochamy. Kogoś, siebie, naturę, życie…
